Lucy
Francja -
2014 r.
Reżyseria:
Luc Besson
Lucy, najnowszy film Luca Bessona, okazał się
jednym z najbardziej kontrowersyjnych tytułów roku. Powodem okazał się punkt
wyjścia całej historii, czyli teza o niskim procencie wykorzystania mózgu przez
nasz gatunek. Część, głównie filmowych „racjonalistów-naukowców” przeklęła
film, a reszta twierdziła, że jest to niezłe kino akcji z prostym przekazem i powrót
do żywych Luca Bessona. Ja po seansie Lucy przyłączam się do tej drugiej grupy.

Lucy w niektórych scenach jest monumentalna,
rozbuchana do granic możliwości. Mamy niczym jak w Interstellar kontrolę czasu,
kosmiczne zdjęcia, powrót do przeszłości, ba początku świata. Co ciekawe nie ma
patosu i szpanu jak w najnowszej produkcji Nolana. Kinomani znajdą też
podobieństwa z Matrixem czy Transcendencją. Besson korzysta również ze swoich
doświadczeń i wprowadza w czasie wątku paryskiego, sceny pościgów jak z Taxi
czy Transportera(czyli to co było w nich najlepsze). Szkoda, że film trwa tylko
ok. 90 minut i nie jest superprodukcją, bo z większym budżetem dostalibyśmy
pewnie dłuższą i konkretniejszą wizję.
Śmiało napisać mogę: „taką piękną bujdę
obejrzałem”. Nie sądziłem również, że w filmie o mózgu, będę mógł użyć sformułowania
„odmóżdżacz”. Bo wiadomo złośliwie można napisać, że wraz z planszami
informującymi o wzroście procentowym wykorzystania mózgu Lucy, to twórcom i
widzom ten poziom się obniża. Jednak podobała mi się forma realizacji, gra
aktorów, brak zahamowań reżysera przed kosmicznymi wręcz scenami. To się po prostu
dobrze ogląda i śmiało dopisuję do listy guilty
pleasures-grzesznych przyjemności.
P.S
A tak w ogóle to Lucy jest prequelem "Her" S.Jonze'a :)
P.S
A tak w ogóle to Lucy jest prequelem "Her" S.Jonze'a :)
OCENA (1-5): 3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz