BEZNADZIEJNI (FUTURELESS
THINGS; I-geos-i oo-lee-eui kkeut-ida)
Korea Południowa, 2014
Reżyseria: Kim Kyung Mook
"Beznadziejni" biorą udział w sekcji konkursowej
"Wolny Duch" na
30 Warszawskim Festiwalu Filmowym. Akcja toczy się w pewnym koreańskim sklepiku,
który pełni również funkcję poczty czy restauracji. Z perspektywy ośmiu
pracowników zatrudnionych na pół-etatu oglądamy codzienne wydarzenia w sklepie.
Może nie koniecznie jest to tak zachęcający opis jak na stronie festiwalu, który
celnie skomentował
wpis Quentina, ale chyba bardziej prawdziwy.
Duża liczba bohaterów, to mała ich
charakterystyka, kosztem ogólnego obrazu. Ich historie przeplatają się, by na koniec ostatecznie połączyć, aby odtańczyć "chocholi taniec". Są miłości, są zabawne i smutne sytuacje oraz akcje z
pogranicza snu i jawy.
Film rozpoczyna się od propagandowej przemowy
o wkładzie pokoleń w historię. Czym jest więc sklep? Oczywiście, że Metaforą
Korei. W końcu przychodzą tam wszyscy: bogaci i biedni, pracownicy i
bezrobotni, młodzi i starzy. Można wyliczać w nieskończoność. Jak reżyser widzi
swoje państwo? Jako źle zarządzane(postać właściciela), w którym każdy skupiony
jest na sobie(klienci i pracownicy). Mimo zuniformizowania każdy wyróżnia się i
emanuje indywidualizmem. Jedni pracownicy okradają sklep oszukując przy
inwentaryzacji a inni czasem dokładają z własnej kieszeni za klientów.
Krytykuje również brak szacunku międzypokoleniowego. Młodzi i starzy nie pałają
do siebie szczególną sympatią. Reżyser ochoczo dołącza do szeregu krytykującego
młodzież. Ci są przedstawieni, jako zdegenerowani, pragnący pić i palić a nie
chodzić do szkoły. Wracając do zarządzania, to dostajemy przestrogę, że jeśli w
czasie kryzysu gospodarczego się zadłużymy w złej korporacji, to przyjdzie
smutny pan z sądu i wszystko zabierze i zlicytuje. Cóż kapitalizm jest
bezlitosny, ale międzynarodowy tytuł sugerujący brak jego przyszłości jest chyba
błędny.
Czy rzeczywiście zgodnie z polskim tytułem
wszystko jest beznadziejne lub bez przyszłości(zgodnie z międzynarodowym)? A
może to moja nadinterpretacja? Nie
jestem w końcu ekspertem od stosunków społecznych na półwyspie koreańskim. Może
tematyka była tak hermetyczna, a metafora przede mną, jako osobie z zewnątrz systemu,
zgrabnie ukryta? A może festiwal to niekoniecznie dobre miejsce dla „Beznadziejnych”.
Film mnie nie przekonał swoją mnogością
wątków oraz chwilami udziwnionymi epizodami, szczególnie tym z „pudełkiem”. Ma kilka
zabawnych momentów, lecz jako całość nie przekonuje.
OCENA
(1-5): 2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz